Kuźnia - Więcej niż klub!

 

Warszawa, 5am pobudka …. Niech te kropki będą komentarzem …. 6am wyjeżdżamy z Warszawy, wskakujemy na A2, jedziemy, gnamy i już o godz 10am jesteśmy w Wolsztynie.

  

 

 

Kuźnia Triathlonu - Więcej niż klub - to dewiza, którą się kierujemy, a po raz kolejny znalazła swoje odzwierciedlenie w praktyce. W sobotę 20 sierpnia odbyły się zawody w Wolsztynie. Startowali tam nasi zawodnicy na dystansie Olimpijskim, 1/2 IM oraz pełnym dystansie IM. Nasze dwie zawodniczki, które po zawodach w Gdyni skupiły się na odpoczynku, nie zastanawiając się długo pognały na drugi koniec Polski, aby wspierać swoich kolegów z klubu. Zapraszamy na ich relację z wyjazdu:

„ Jesteśmy wyposażone w mapki wszystkich tras (trzy razy zmieniałyśmy strategię, co do najlepszego stanowiska do kibicowania), na objazdach zatrzymuje nas policja, żeby nas poinformować, które drogi za zamknięte, etc. Pouczamy policję, że my jedziemy z Warszawy kibicować i wiemy, które ulice są zamknięte, niech nas tylko pokierują na parking blisko tras. Zaparkowałyśmy i już z daleka widzimy śmigających kolarzy. Bierzemy flagę, dętki, pompkę, spinkę, skuwacz, multitoola oraz żele oczywiście i lecimy na trasę. Ustawiamy się na rogu Drzymały i Komorowskiej niedaleko biura zawodów, nieopodal bufetu i nawrotki. No i czekamy! Czekamy na Zielonych! Po dosłownie 5 minutach nadjeżdża Waldi, uśmiechnięty zrelaxowany, dostaje od nas moc okrzyków (w zamian u naszych stóp ląduje pusty bidon - dobre nawodnienie to podstawa;)), za kolejne 5 minut nadjeżdża Zwierzu. Też uśmiechnięty, zrelaxowany. Przez chwilę nawet myślimy, ze ten triathlon wcale chyba nie jest taki ciężki, skoro chłopaki w tak dobrych nastrojach. Tylko dlaczego my jesteśmy takie spięte?! Mija jakiś tam czas – nadjeżdża czołówka i stojący obok nas cały czas Marek Mróz informuje, że na chwilę obecną Paweł Krakowiak ma stratę 10 minut do prowadzącego. Jedzie Paweł – krzyczymy. Pojechali na kolejne kółko. Mamy wyliczone, kiedy mają nadjechać – ok 50 minut jedna pętla, najpierw Waldi, ok 5min po nim Zwierzu. Denerwujemy się, kiedy nie ma ich za długo – ‘przecież Waldi powinien już tu być minutę temu???’ Na siłę wywołujemy ich – trasa pusta, nie ma ani jednego kolarza, a my stoimy i krzyczymy: Zwierzu Zwierzu. Ludzie dziwnie na nas patrzą, pytają co bierzemy, a to tylko brak śniadania i nerwy o przyszłych Ironman'ów. Potem mierzymy czas Pawłowi, strata do pierwszego powiększa się o 12 minut. Niedobrze! Ale z pewnością przegoni go na biegu. W ‘wolnych chwilach’ kierujemy ruchem pieszym na pasach – przepuszczamy ludzi tylko wtedy, kiedy nie ma zbliżających się zawodników. Upominamy kilka matek, o brak kasków na głowach nieletnich rowerzystów. Mniej więcej w tym momencie dołącza do nas Paweł Pietranik – idzie trasą rowerową, więc już z daleka wołamy do niego: Gdzie masz rower? Gdzie masz rower???

Ok, skończyli! Zmieniamy naszą miejscówkę, idziemy na trasę biegową. Rozbijamy naszą bazę komentatorsko-kibicowską mniej więcej w połowie pętli, w miejscu gdzie biegną tam i z powrotem. Paweł P. szybko liczy, że miną nas 16 razy biegnąc tam i z powrotem. Matko, czy nie będą mieli nas dość??? Dołącza do nas Michał Spychała. Jacek Wieczorek kontroluje tempo biegu Zwierza jeżdżąc cały czas tam i z powrotem na góralu.

No i zaczyna się! Lecą! Najpierw Paweł Krakowiak, no tak Paweł rzeczywiście leci. I zaraz pozostałe 2 Orly Kuźniowe – Zwierzu i Waldi! Motywujemy, krzyczymy, wspieramy, mamy wodę i batony i dużo energii, którą przekazujemy. W chwilach przerwy pomiędzy przelotami Kuźniowiczów, motywujemy innych zawodników, komplementujemy wytopione łydki, opinające stroje, piękny krok biegowy, etc. i otrzymujemy w zamian serdeczne uśmiechy. Z niektórymi się wręcz zaprzyjaźniamy, w końcu widzą nas co 15 – 20 minut J Imiona na numerach startowych są napisane małą czcionką, więc trudno przeczytać – zatem używamy napisów, które mają na strojach, stąd kibicujemy Realowi, Trenerowi Personalnemu, Spartaninowi. Biegnie też gość w stroju Durexa, i teraz sobie myślę, że mogłyśmy mu krzyknąć, żeby nie pękał. Zawodnicy dopominają się o doping – z daleka krzyczą: dziewczyny, uwaga, biegnę, gdzie jest mój doping? Zdarzają się wyznania: ‘Dziewczyny Kocham Was!’, ‘O, są moje dziewczyny!’, ‘Czekajcie na mnie zaraz wracam!’ Mega zabawa!!!

A my cały czas pilnujemy czasu, kiedy mają biec Paweł, Zwierzu i Waldi. Jak przed walką bokserską zapowiadamy innym zawodnikom zbliżających się Kuźniowiczów: Suuuuuper Paweł, Suuuuuuper Zwierzu i Suuuuper Waldi:-D Zdaje się, że cały Wolsztyn słyszy te wrzaski...

Dwukrotnie organizujemy Waldiemu lod z pobliskiej kafejki, żeby sobie robił okłady chłodzące. Z przerażeniem patrzymy gdzie sobie ta torbę z lodem ładuje, a Waldi z wyluzowaniem stwierdza, że wszystko jest ok, ma dwójkę dzieci. No to ufff! Zwierzowi brakuje magnezu, ale Kasia jest na tę okoliczność przygotowana. Spartanin pyta czy mamy sól, no nie mamy, ale lecimy do pizzerii obok i wracamy z solą. Kolejnemu w stroju w kościotrupa brakuje magnezu, lecimy do apteki, no ale jest sobota po południu w Wolsztynie, a pańcie z Warszawy zaskoczone, że jak to apteka zamknięta, skoro one zakupy chcą zrobić. W pewnej chwili przebiega obok nas Usain Bolt, a nie to Łukasz Michalak – startuje w olimpijce, którą zresztą wygrywa. Mamy wrażenie, że w ogóle nie zauważa naszej obecności na trasie, tak bardzo jest skoncentrowany na biegu. Bravo Lukasz!!! W którymś momencie Paweł K. już nam pokazuje, że ciszej z tymi okrzykami, ok, rozumiemy, już zaczęła się wewnętrzna walka, już potrzebują ciszy. Pytamy Pawła P., co powiedział Zwierzu, czy mamy już być cicho, uśmiechnął się. Ok, zamykamy paszcze i tylko rzucamy wspierające spojrzenia jak przemykają obok nas. W którymś momencie Paweł P. i Michał idą po jedzenie i wracają z kebabami. No nieeee... Wyrzucamy ich z trasy biegowej, żeby nie irytowali biegaczy. Chowają się - Michał za drzewem, Paweł w krzakach. Rozmawiamy z Justyną, żoną Pawła Krakowiaka i ich cudną córeczką, która na pytanie: jak będziesz kibicować tacie na mecie? Krzyczy: bravo, bravo, bravo!

W wolnej chwili pomiędzy przelotami chłopaków pilnujemy porządku na trasie biegowej – usuwamy z niej niedzielnych rowerzystów, rodziny spacerujące z wózkami z dziećmi. Edukujemy kolarzy, ze należy jeździc w kasku.

W końcu Paweł K. biegnie ostatnią pętlę, po cichu tylko rzucamy, że jego dziewczyny czekają już na niego na mecie.

I jeszcze 2 orły zostały. Też już za chwilę kończą, więc zwijamy nasze obozowisko i przemieszczamy się na metę. Najpierw wbiega Waldi, 3 minuty później Zwierzu. Zażyczył sobie wbiec z flagą Kuźni, wiec przekazujemy przed metą!

A my się oczywiście drzemy na całe gardła!!!

Nas na mecie wita Marek Mróz twierdząc, że Kuźnia miała najlepszy doping na całej trasie! Of course! Się wie!!! J

Hm, na mecie dowiadujemy się, że jeden z finisherow jest ojcem dominikaninem, zastanawiamy się czy jego też podrywałyśmy J zaczepiają nas inni zawodnicy dziękując za okrzyki, które ich niosły do mety. To bardzo miłe!!!

Nie wiem jak Wy Ironmeni, ale my mamy zakwasy po sobotnim wysiłku J

Gratulujemy!!!

Cieszymy się, że Wam pomogłyśmy! Cieszymy się, że tam byłyśmy!!!

Nie korzystamy z zaproszenia na nocne beach party od organizatorów (wolałybyśmy sauna party) i wsiadamy do samochodu i o 20.00 wyjeżdżamy do Warszawy pełne wrażeń! J

To był dzień …

Tak, Kuźnia to więcej niż klub!
 
 
 

Kuźnia triathlonu

Jesteśmy klubem triathlonowym który zrzesza sympatyków aktywności, osoby stawiające swoje pierwsze sportowe kroki oraz ambitnych zapaleńców.

Kontakt z nami

  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
 +48 506 112 402
 

Odwiedź nas tu:

  

Zdjęcia:
Sportografia.pl
Agnieszka Czechowska

Agata Maszewska